Dawno żadne spotkanie nie wzbudziło we mnie aż tylu emocji. Dosłownie trzęsłam się po zakończeniu wydarzenia. Kiedy zaproszono mnie do mojego liceum z prośbą o prelekcję, nie spodziewałam się, że będzie AŻ TAK ciekawie!

Profesjonalne oświetlenie i nagłośnienie, dwa wielkie telebimy i ponad 200 osób na sali, w tym wszyscy moim nauczyciele z dawnych lat. I jedna ja, mająca opowiedzieć o tym, dlaczego warto pisać, kto może pisać i jak się do tego zabrać. Poczułam się, jak na międzynarodowej konferencji!

Od samego początku zachodziłam w głowę, co mogę zrobić, aby 200 młodych osób w wieku od 13 do 15 lat słuchało mnie przez ponad godzinę z uwagą. Wiedziałam, że muszę ich jakoś zaangażować, dzieląc się nie tylko pasją, ale także własnymi spostrzeżeniami na temat pisania i rynku wydawniczego. Udało się i uważam to za największy sukces!

Kiedy jednak po prelekcji przyszli do mnie nauczyciele, zdębiałam. Co za szalone uczucie, przemawiać do tych, którzy kiedyś mnie uczyli! Co za wrażenie, zobaczyć twarze sprzed lat, pełne wzruszenia… Nie spodziewałam się, że aż tak to przeżyję, głównie dlatego, że szkołę średnią wspominam wspaniale i był to dobry czas w moim życiu.

dsc00240

Salezjański ośrodek szkolno-wychowczy przyjął mnie z otwartymi ramionami. Niesamowite, ale po prelekcji mijani uczniowie wlepiali we mnie zaszokowany wzrok. Chyba nie myśleli, że nasze spotkanie może okazać się ciekawe. Miło, że ich rozczarowałam!